
foto: www.barszczewska.pl
Aktora wspomina Grażyna Barszczewska: bodaj najczęściej kojarzona z Romanem Wilhelmim aktorka, często partnerująca mu w filmie i teatrze. Doskonała Nina z serialu „Kariery Nikodema Dyzmy”, partnerowała mu także m.in. w „Dwoje na huśtawce” w reżyserii Kazimierza Kutza. Znakomita , wielokrotnie nagradzana aktorka o bogatym dorobku teatralnym, filmowym i serialowym.
Na temat Romka wypowiadałam się wielokrotnie. Nigdy nie wymiguję się od tego typu wypowiedzi choćby ze względu na dobrą pamięć o Nim, naszą wspólną pracę w teatrze, filmie, telewizji, a także wieloletnie koleżeństwo, serdeczne kontakty z rodziną Romana (matką, braćmi, żoną, synem) i naszą przyjaźń, bynajmniej nie konwencjonalną. Często powierzał mi sprawy, którymi nie dzielił się z innymi… i nie o wszystkich chciałabym mówić, bo i po co. Nie sądzę aby widza autentycznie zafascynowanego Jego R o l a m i paliła ciekawość czy przedkładał golonkę nad schabowym i co pił na śniadanie i z kim. Choć Roman nie kreował się na jakiegoś nieodgadnionego bohatera ( był przecież bardzo kontaktowy, towarzyski) to zdecydowanie najważniejsze dla niego było aktorstwo! Porządnie wytargałby kogoś za uszy gdyby zamiast o Jego kreacji w tej czy innej roli rozprawiał o Jego wzlotach i upadkach w… restauracji, gorderobie czy ..alkowie. On sam zresztą na publicznym forum nie obnosił się ze swoją małą prywatnością.
Na dobrą rolę rzucał się z wielką zawziętością, poświęcając jej cały swój czas, emocje, a także często sprawy prywatne, bo taki to zawód, nie znoszący konkurencji… Np.sztukę „Dwoje na huśtawce” przygotowaliśmy w ciągu miesiąca ( zwykle trwa to dwa, trzy miesiące) pracując od rana do nocy, ale efekty były satysfakcjonujące. Więcej na temat przygotowań i perypetii z tym związanych mówię w książce poświęconej Romanowi ” I tak będę wielki”. Dodam tylko, że kiedy kierownictwo teatru przynaglało nas do dotrzymania pierwotnego terminu premiery ( w trzy tygodnie !) a Romek czuł, że nie jest gotowy, ze stresu wysiadł Mu głos, serce, wątroba, i nie była to symulacja !
Czy miał wrogów ? Oczywiście, bo jak powiedział w jednym z wywiadów: „nie można podobać się wszystkim”. Sam sobie się podobał ! Zarzucony czerwony szalik, kapelusz, opalony, odchudzony… Ale miał też na szczęście poczucie humoru na temat własnych niedoskonałości. Często wspólnie żartowaliśmy sobie z tego. Bardzo to u Romka lubiłam. Był lubiany, umiał czarować – wiedział o tym. Dla mnie w naszych relacjach zawodowych niezwykle ważne było to, że na scenie, czy przed kamerą potrafił zapomnieć o własnym egoizmie, sciganiu się ( typowym przecież dla każdego z artystów) i zdarzało się nam niekiedy unosić kilka centymetrów nad sceną w wielkich emocjach… Ale zawsze przedtem były próby, dyskusje, zmagania w dochodzeniu do roli. Owszem, odstresowywaliśmy się także, jak choćby wieczorami po zdjęciach do „Kariery Nikodema Dyzmy” w moim ( to znaczy Niny) pałacu w Zaborowie na dole, w „piekiełku” przy winie .
W kontaktach poza zawodowych najbardziej ceniłam szczerość miedzy nami. Nie zawsze przecież była miła, bo bez owijania w bawełnę… Z Jego strony zawsze to odbierałam jako wielką uczciwość i dowód prawdziwej przyjaźni
Share on Facebook